Dariusz Łuciów: Branża przemysłowa od dłuższego czasu żyje pod presją Przemysłu 4.0. Czym dokładnie jest ta inicjatywa, co oznacza ona dla przemysłu?

Andrzej Soldaty, lider projektu Polska Platforma Przemysłu 4.0: - Zdefiniowanie Przemysłu 4.0 jest trudne, bo mówimy o zjawisku, które cały czas się kształtuje i tworzy. Jednoznacznej definicji jeszcze nie ma, ale na pewno ona powstanie, kiedy ludzkość będzie wkraczała w piątą rewolucję przemysłową. Moim zdaniem Przemysł 4.0 dość dobrze opisywany jest przez same zmiany, jakie ze sobą niesie. Kluczową sprawą wydaje się tu zmiana paradygmatu wytwarzania. To niejedyny obszar, ale akurat on pozwala dobrze zrozumieć, na czym polega istota Przemysłu 4.0. Jeśli przyjmie się paradygmat wytwarzania jako złożenie trzech elementów: architektury produktu, systemu wytwarzania oraz modelu biznesowego, czyli sposobu wytwarzania nowego produktu i dostarczania na rynek, to widać, że właśnie on ulega przełomowym zmianom w Przemyśle 4.0.

Dlaczego tak się dzieje?

- Po pierwsze opiera się on na zupełnie nowych rozwiązaniach technicznych. Choć z punktu widzenia inżynierii to, z czym mamy do czynienia w technice, jest ewolucją, stopniowym rozwojem, to jeśli porównać okres sprzed kilku lat z sytuacją obecną, widać, że powstaje coś zupełnie nowego. Jednym z takich elementów technicznych jest połączenie świata fizycznego z wirtualnym. Drugim – wykorzystywanie danych w taki sposób, żeby tworzyły informację, która z kolei tworzy wiedzę. Trzeci element to autonomiczność i zaawansowana automatyzacja środków produkcji, a czwarty – nowa forma współpracy człowieka z maszyną. To są filary techniczne umożliwiające zmianę paradygmatu wytwarzania, która jednak wynika nie tylko z technologii, ale też z innych czynników – zmian społecznych i rynkowych. Do społecznych należą chociażby zmiany demograficzne, które wymuszają robotyzację. Przykładowa zmiana rynkowa z kolei to nastawienie konsumenta nie na sam produkt, tylko na to, co on mu oferuje. Wszystko to ma istotny wpływ na zmianę paradygmatu wytwarzania.

Na czym polegają obserwowane dziś zmiany?

- Jedna z nich to personalizacja produktu, czyli odejście od masowości w kierunku rozwiązań indywidualnych. Druga to przejście w systemach wytwarzania z modeli scentralizowanych, w których produkt opisywany jest w formie „recepty” przekazywanej następnie do systemu produkcyjnego, gdzie rozdzielane są zadania, na systemy zdecentralizowane. Ten typowy dla Przemysłu 4.0 model charakteryzuje się tym, że sam produkt ma zapisaną w sobie informację i komunikując się ze środkami produkcji, maszynami, wybiera optymalną drogę wytwarzania. Nikt nim tu z góry nie zarządza.

CZYTAJ TAKŻE: OD IDEI DO KONKRETÓW – KONCEPCJE PRZEMYSŁU 4.0

Kolejnym elementem zmiany paradygmatu wytwarzania jest w modelu biznesowym rozwinięcie koncepcji lean. Tradycyjne maksymalizowanie efektu przy minimalizacji kosztów zmienia się w maksymalne monetyzowanie rynkowego potencjału przy minimalnych kosztach poprzez bezpośredni kontakt z rynkiem i ucyfrowienie przepływających danych. W ten sposób uzyskuje się bardzo konkretną informację o potrzebach rynku i możliwość szybkiego zareagowania, jeśli mamy wystarczająco elastyczny system.

Czy za jeden z kluczowych elementów Przemysłu 4.0 można też uznać robotyzację?

- Tak, to kolejny element zmiany paradygmatu wytwarzania – nowa relacja człowiek-maszyna. Teraz to nie człowiek obsługuje maszynę, ale maszyna człowieka. Dotychczasowy robot był programowany przez człowieka i wykonywał określone zadane mu czynności. Mógł adaptacyjnie dostosować się do zmiany warunków, ale wiązało się to z pewnego rodzaju przewidywaniem tej zmiany. Kamera zainstalowana na ramieniu takiego robota analizowała położenie produktu i adaptowała się do położenia. W nowej generacji robotów natomiast człowiek wydaje robotowi polecenia, a ten dostosowuje się do każdej chwilowej potrzeby. Na przykład człowiek wkłada podsufitkę do samochodu i wydaje robotowi polecenia: podnieś z prawej strony, podnieś z lewej strony, przytrzymaj… Zupełnie jakby dawał komendy swojemu współpracownikowi. Bo robot jest właśnie jego współpracownikiem. Widać, że zmienia się wszystko w Przemyśle 4.0: model biznesowy i produkt, który zaczyna być produktem hybrydowym i w zasadzie przestaje być oferowany odrębnie, a przemienia się w usługę.

W którym obszarze mamy najwięcej pracy do wykonania – szczególnie że mówiąc o Przemyśle 4.0, często myślimy wyłącznie o automatyzacji i robotyzacji?

- Tych obszarów jest zdecydowanie więcej, bo technika to tylko jedna z perspektyw. Co więcej, automatyzacja i robotyzacja rozumiana jako wariant z tzw. trzeciej rewolucji przemysłowej to jeszcze nie jest produkt, a jedynie baza, żeby przejść do czwartej rewolucji przemysłowej. Może się zdarzyć, że roboty tradycyjne i kooperacyjne są tu wręcz przeszkodą, bo przejście na wyższy poziom zaawansowania wymaga czasem olbrzymich nakładów. A może być i tak, że niższe zaawansowanie poprzedniego poziomu da szansę na wykonanie skoku. Nie ma wtedy kosztów, nazwijmy to, utopionych, czyli związanych z zaniechaniem tego, co już się osiągnęło.

Na jakim polu czeka nas zatem największe wyzwanie?

- Największy problem jest w mentalności, czyli przestawieniusię i zrozumieniu, co może dać czwarta rewolucja każdemu – zarówno przedsiębiorcy, jak i pracownikowi. Zrozumienie, że rutyna, która w tej chwili często dominuje w naszych działaniach, prowadzi do niczego i sprawia, że stoimy w miejscu.

Dlatego trzeba edukować?

- Stąd właśnie inicjatywa, która nazywa się Kuźnia Liderów 4.0. To są ci, którzy mają nieść kaganek oświaty i zaszczepić ideę Przemysłu 4.0.

A jak w praktyce w polskich firmach realizowana jest transformacja do Przemysłu 4.0?

- Przedsiębiorcy na potęgę inwestują w roboty? Tak, bardzo często w taki sposób się to odbywa, przyczyną jednak jest wymóg chwili. Występują problemy z podażą pracowników, więc pojawia się potrzeba robotyzacji. To jednak nie jest droga do Przemysłu 4.0. To początek, nawet dość niebezpieczny. Może się bowiem okazać, że ktoś zainwestował w robota i uzna, że to wystarczy. Jeśli jednak ten robot i cały proces nie będzie połączony z resztą zakładu, sprzężony z rynkiem i ucyfrowiony, to nowoczesna maszyna, owszem, będzie wykonywała swoją pracę, ale bez wiedzy o tym, jakie są relacje, co się dzieje na innych maszynach. W ten sposób nie uzyskamy efektu, który daje cyfryzacja zaawansowana, a robot będzie tylko zastępującą człowieka częścią mechaniczną.

Czy Przemysł 4.0 nie jest jednak zarezerwowany dla większych i bogatszych przedsiębiorstw?

- Tak się kojarzy, przede wszystkim dlatego, że w dużych przedsiębiorstwach istnieją określone programy rozwoju, również świadomości. W koncernach prowadzona jest bardzo intensywna wymiana informacji o planach i trendach rozwojowych, podlegają one analizie. Małe przedsiębiorstwa natomiast mówią często: nie stać mnie na to, nie mam czasu, nie chcę myśleć o tym, co będzie za 20 lat. Podczas gdy w koncernie częstym zjawiskiem jest przewidywanie trendów na lata 2030–2040, mały przedsiębiorca uznaje, że jego perspektywa to najbliższe trzy lata.

W zmianie tego sposobu myślenia ma mu pomóc m.in. Polska Platforma Przemysłu 4.0, której był Pan jednym z inicjatorów. Co to za pomysł?

- Tutaj mamy do czynienia z dwoma trendami. Jeden jest inicjatywą oddolną podjętą wspólnie z osobami fizycznymi ze świata nauki, przemysłu i biznesu, którym idea Przemysłu 4.0 jest bliska, które mają określone doświadczenia. To ludzie na różnych poziomach zaawansowania – profesorowie, studenci, doświadczeni biznesmeni, ale i początkujący inżynierowie – którzy czują, że Przemysł 4.0 jest tym, w czym mogą się zrealizować i co daje im satysfakcję. Ta inicjatywa jest obecnie ruchem społecznym, ale została szybko dostrzeżona na poziomie rządowym. W efekcie pół roku po utworzeniu Inicjatywy dla Polskiego Przemysłu 4.0 powstał zespół do spraw transformacji przemysłowej stworzony przez ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego.

CZYTAJ TAKŻE: CZAS NA ROBOTYZACJĘ POLSKIEGO PRZEMYSŁU

Uczestnicy społecznej inicjatywy są aktywnymi członkami poszczególnych grup roboczych, które wypracowały już pewną ocenę sytuacji. Obecnie prowadzone są projekty związane z uruchomieniem platformy, która powinna być dostępna w niedługim czasie. Oznacza to, że będzie można wejść na konkretną stronę, skierować się do konkretnego centrum kompetencji, skontaktować z właściwą osobą i mieć dostęp do asystentów wirtualnych, którzy będą przewodnikami przedsiębiorcy. Mam nadzieję, że podobnie jak w innych krajach oddziaływanie na rynek przy pomocy tych mechanizmów szybko zacznie być dostrzegalne. Platforma i jej działania muszą bowiem dawać konkretny wymiar rynkowy.

Jakie rozwiązania będzie oferowała?

- Najważniejsze to możliwość dokonania analizy. Przeprowadzimy ją wspólnie z przedsiębiorcą, tak by dokładnie wiedział, w jakim miejscu się znajduje. Na jej podstawie wskażemy dalsze etapy postępowania: jaki powinien być pierwszy krok, jaki drugi itd. Można to nazwać consultingiem. Kolejnym etapem będzie nie tylko stwierdzenie, co przedsiębiorca ma zrobić, ale też wskazanie, jak ma to zrobić. Tu wykorzystywane będą praktyczne środki, np. narzędzia symulacyjne prowadzące przez proces, będzie to wirtualna prezentacja idei. Co ważne, umożliwi ona pokazanie, jak przedsiębiorca ma postępować, aby uniknąć ryzyka. Jeżeli będzie on zainteresowany proponowanym rozwiązaniem, wskażemy, z jakich mechanizmów wsparcia finansowego może skorzystać. Chciałbym, żeby platforma odgrywała rolę wirtualnego bliźniaka przedsiębiorcy, idącego z nim krok w krok w jego biznesie. I nie jest to sprawa wyłącznie sprawa technologiczna, ale też wsparcie biznesowe. Doświadczenia innych krajów pokazują, że musi to być instytucja partnerska skupiająca przedsiębiorców, którzy chcą się włączyć w Przemysł 4.0, poznawać go i aktywnie uczestniczyć w kreowaniu choćby np. regulacji prawnych, mechanizmów wsparcia czy standaryzacji. Wtedy platforma rzeczywiście stanie się tym, na co wskazuje jej nazwa – miejscem współdziałania i integrowania.

Jak to działa w innych krajach?

Wszędzie na podobnej zasadzie. Ponieważ konieczne zmiany w systemie kształcenia czy cały obszar zmian w infrastrukturze to sprawy wykraczające poza możliwości jednego przedsiębiorcy – nawet największe firmy nie są w stanie temu sprostać – we wszystkich krajach partnerstwo publiczno-prywatne rozpoczyna się od mocnego wsparcia ze środków publicznych. I sukcesywnie, w krótkiej perspektywie, przechodzi to w model bazujący na finansowaniu prywatnym. Nie można tu wskazać krajów modelowych. Przyglądaliśmy się, jak to wygląda w Holandii, gdzie bardzo mocno widać rynkowe podejście partnerów lokalnych, powstają centra kompetencji założone przez kilka instytucji, które wspólnie uznają, że w danym obszarze mogą się rozwinąć. Podobne centra powstały za inspiracją dużych dostawców technologii w okolicach Stuttgartu. Z kolei centra kompetencji Mittelstadt w Niemczech stymulowane są finansowaniem rządowym. We Francji natomiast działają tzw. apostołowie. Nie można powiedzieć, że istnieje jeden optymalny model. Oczywiście trzeba brać pod uwagę strukturę przemysłu, ale kluczem są potrzeby rynku. U nas obecnie, w ramach działalności Akademii Liderów, doktoranci i doktorzy dokonują analizy rynku i definiują, jakie środki powinny być wykorzystane do wdrożenia procesu.

Cała idea Przemysłu 4.0 sprowadza się do współpracy, ale czy faktycznie jest ona możliwa, zwłaszcza między dużymi koncernami, które ze sobą rywalizują?

- To bardzo duży problem w warunkach polskich – brak zaufania, obawa przed wyciekiem informacji. Przemysł 4.0 oznacza zmianę mentalnościową. Przedsiębiorca musi się zastanowić, czy lepiej mu się zamknąć w swoich czterech ścianach i być świetnym w tym, co robi, czy wyjść zdecydowanie szerzej, z nastawieniem ekspansywnym. Takie podejście jest szczególnie widoczne u Niemców. Oni potrafią się zjednoczyć dla stworzenia czegoś bardziej zaawansowanego.

CZYTAJ TAKŻE: PODSUMOWANIE BRANŻY MASZYNOWEJ W 2017 R.

Powstaje pytanie, czy nasz przedsiębiorca zdaje sobie sprawę, że ogranicza się do definiowania tylko swojego otoczenia i swoich odbiorców, wobec czego nawet jego najlepszy produkt przestanie być wkrótce atrakcyjny. Za chwilę bowiem okaże się, że odbiorcy mają zdecydowanie szerszy dostęp do informacji, zaczynają patrzeć bardziej perspektywicznie i przestają postrzegać oferowany im produkt jako wart zainteresowania.

Jak polski przemysł powinien w wyglądać 2030 r.? Z czego Pan, jako jeden z inicjatorów platformy, byłby zadowolony?

- Chciałabym widzieć, że wartość dodana kreowana przez polski przemysł zdecydowanie się zwiększyła, jeśli chodzi o przesunięcie polskiego produktu w łańcuchu wartości – z produktu o charakterze odtworzeniowym na produkt innowacyjny, który można rozwijać, korzystając z centrów kompetencji, sprawdzać aplikacyjnie i który w efekcie będzie zawierał w sobie olbrzymi ładunek inteligencji. Jednocześnie polski sektor przemysłowy powinien być atrakcyjny z punktu widzenia realizacji ambicji polskich inżynierów, by nie musieli szukać lepszych perspektyw zawodowych za granicą.