Inżynier to twórca cywilizacji

©

Udostępnij:

O działalności jednej z największych organizacji pozarządowych w Polsce, rozwoju polskiej innowacyjności oraz pozycji i roli inżyniera we współczesnym świecie z Ewą Mańkiewicz-Cudny, prezes FSNT-NOT rozmawia Sebastian Kanikuła.



Sebastian Kanikuła: Jak przeczytałem, misją Naczelnej Organizacji Technicznej, jako wspólnoty Stowarzyszeń Naukowo--Technicznych, jest „reprezentowanie społeczności technicznej, integracja polskich techników i inżynierów, działanie na rzecz wzmocnienia roli środowiska technicznego: współtwórcy postępu cywilizacyjnego i zrównoważonego rozwoju”. Co to znaczy?



Ewa Mańkiewicz-Cudny: FSNT-NOT to organizacja o blisko 180-letniej tradycji (od 1835 r., gdy w Paryżu powstało Politechniczne Towarzystwo Polskie) i związek 39 stowarzyszeń technicznych o bardzo różnych specjalnościach od tradycyjnych, jak elektrycy czy budowlańcy, do takich, które powstają wraz z rozwojem techniki, np. specjaliści od druku 3D. Jesteśmy jedną z największych organizacji pozarządowych w Polsce – w tych 39 stowarzyszeniach jest dziś około 110 tys. członków. To właśnie NOT reprezentuje tę społeczność techników i inżynierów. My jesteśmy platformą, która ich wszystkich łączy i stara się mówić w ich imieniu. Chcemy reprezentować całość środowiska technicznego – grupę zawodową, która ma różne wykształcenie, bo przecież inżynierem może być technolog, profesor na politechnice, właściciel firmy czy polityk, ale jeden wspólny cel.

O co staracie się Państwo walczyć?

Za mało jest dziś inżynierów w polskiej gospodarce od strony decydowania, opiniowania i tworzenia prawa. W Radzie Gospodarczej przy premierze nie ma ani jednego inżyniera. Protestujemy przeciwko temu, bo uważamy, że są obszary, w których wiedza inżynierska jest niezastąpiona. Bez inżynierów nie da się gospodarki ani przekształcić, ani rozwijać, ani uczynić konkurencyjną. To jest nasze pierwsze zadanie i mamy w nim pewne sukcesy. Jesteśmy zapraszani do komisji sejmowych jako eksperci, dostajemy do zaopiniowania projekty ustaw czy rozporządzeń. Niestety, mam takie odczucie, że jest to spełnienie warunków społecznej konsultacji, które jest zapisane w prawie, ale mało jest ministrów, którzy dostrzegają potrzebę zasięgnięcie rzeczywistej wiedzy fachowej. Na szczęście coraz częściej dostrzega się naszą rolę. Najlepszym przykładem uznania naszej wiedzy jest powierzenie nam w 2002 roku prowadzenia „Programu projektów celowych dla małych i średnich przedsiębiorstw”.

I jak wiem, macie w tym Państwo spore sukcesy...

Na świecie jest przyjęte, że na naukę państwo łoży ok. 1/3 – resztę finansowania zapewnia biznes. Powszechnie sytuacja w Polsce jest odwrotna, ale my od razu postawiliśmy na prawidłowy model. Do tej pory dawano pieniądze uczelniom i instytutom, oni wymyślali coś, dlaczego dopiero szukano zastosowania na rynku. Tymczasem my działaliśmy od razu inaczej. U nas beneficjentem były od razu firmy. To one stawały do konkursu, a my kojarzyliśmy je z instytutem – pieniądze szły do firmy, która płaciła instytutowi za opracowanie konkretnego, innowacyjnego rozwiązania. Model, który my realizujemy od ponad 10 lat, przyjęto dopiero w najnowszej perspektywie unijnej. Mówi się, że w strefie innowacji nie będzie dofinansowywana nauka, ale przedsiębiorcy, którzy będą zamawiać nowe badania (na uczelniach lub we własnym zakresie). Kontrolujemy też wykonanie tych planów, sprawdzamy efekty – od 2002 roku organizujemy co roku Forum Inżynierskie, w którym prezentujemy dorobek firm właśnie z projektów celowych, plus pokazujemy jak zmienia się otoczenie rynkowe, uwarunkowania prawne i ekonomiczne itp. Prezentujemy nie tylko konkretne produkty, ale chcemy też pokazać przedsiębiorcy, jak ma się poruszać po rynku, by – mówiąc kolokwialnie – „nie dostał po głowie”. Chyba nie ma drugiej takiej instytucji, która z każdej powierzonej złotówki zrobiłaby trzy. Łącznie to są 842 podpisane umowy na ponad 540 mln zł. Same firmy angażowały w realizację projektów średnio 400 tys. zł. Ten projekt będzie kontynuowany we współpracy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Mówi się, że mamy dziś za dużo inżynierów, a za mało humanistów...

Pytanie, jak wielu humanistów dziś potrzebujemy? Nie mówmy, że tyle samo, ilu inżynierów, bo jednak to inżynierowie wytwarzają przede wszystkim dobra i w efekcie tworzą nasze PKB. Na początku transformacji mówiło się, że gospodarkę mają ratować ekonomiści, finansiści, marketingowcy, prawnicy itp. A dziś wiemy, że to bez inżynierów sobie nie poradzimy. Poza tym, kto powiedział, że inżynier nie jest twórcą kultury i nie wnosi wartości cywilizacyjnych? Uważa się, że inżynier to ten „pan od śrubek”. A inżynier to twórca cywilizacji – tworzy całe podstawy zarówno stosunków społecznych, jak i kulturalnych. Jak powiedział kiedyś prezydent Narutowicz (inżynier przecież), „inżynier doznaje tych samych uczuć, co Bóg – tworzy coś, czego wcześniej nie było”. Inżynier to twórca, którego dzieła mogą niejednokrotnie zmienić oblicze świata. Tak jak się zmieniła kultura dzięki technice, to prawdopodobnie nic bardziej się nie zmieniło – przecież cała kultura masowa jest rezultatem rozwoju techniki. Chcemy pokazywać, że wykształcenie
techniczne nie przeszkadza w rozwoju – walczymy ze stereotypem.

I to w tym celu organizujecie Państwo takie projekty, jak konkurs Mistrz Techniki czy plebiscyt Złotego Inżyniera?

Oprócz bezpośrednich działań na rzecz gospodarki, doszliśmy do wniosku, że ludzi należy motywować, zachęcać do działania. Reaktywowaliśmy między innymi konkurs Mistrz Techniki NOT. Nagradzamy za konkretne rozwiązania,
które zostały wdrożone. Zrobiliśmy również plebiscyt Złotego Inżyniera, który ma już 20 edycję. Kolejna rzecz to Laur Innowacyjności – konkurs organizowany dla firm, które z powodzeniem wdrożyły najlepsze pomysły, rozwiązania i wynalazki, zapewniające im sukces gospodarczy. Zwracamy się również do dzieci i młodzieży. Od 40 lat prowadzimy
olimpiadę wiedzy technicznej, w której w tym roku wzięło udział ponad 8 tys. uczestników – jej celem jest budzenie i rozwijanie wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych zainteresowania techniką. Po co to wszystko? Po pierwsze,
nawet dziś mówi się, że środowisko techniczne czuje się niedoceniane a po drugie i najważniejsze: te wszystkie działania to promocja innowacyjności – chcemy pokazać, że to się opłaca.

Od lat współpracujecie Państwo ze szkołami i uczelniami i ta współpraca układa się bardzo dobrze. Ale jednocześnie głośno mówicie o potrzebie dalszych reform polskiego szkolnictwa.

Cieszę się z tego, że np. na maturę powróciła matematyka (o co na marginesie bardzo zabiegaliśmy), ale boleję jednocześnie nad tym, że zabijana jest tradycja. W Polsce były szkoły techniczne o świetnej renomie i kilkudziesięcioletniej tradycji, które zostały zlikwidowane lub przemianowane na zespoły szkół. Przykład? Mieliśmy najlepsze, jeszcze przedwojenne, technikum kolejowe w Warszawie, które zlikwidowano i nagle okazuje się, że rynek
cierpi na chroniczny brak wykwalifikowanych maszynistów i rozpatruje się ponowne uruchomienie tej placówki. Ile znamy podobnych przykładów? Ubolewam również nad tym, że w szkołach jest tak mało zagadnień, które można
określić „wychowaniem technicznym”. Żyjemy w świecie technicznym i powinniśmy wiedzieć, jak ta technika działa. Przy czym nie mówię o teoriach naukowych czy prawach fizycznych, ale o praktycznych zagadnieniach – dobrze jest wiedzieć, jak wygląda cząsteczka wody, ale równie ważna jest wiedza, skąd ta woda bierze się w naszych kranach. Zabezpieczamy ludzi przed techniką, dbając o bezpieczeństwo w ten sposób, że na kubku gorącej kawy mamy ostrzeżenie, że można się nią oparzyć. A przecież nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Nasza młodzież jest twórcza i innowacyjna, jednak w całym dzisiejszym procesie edukacji nie kładziemy nacisku na to, by pielęgnować w tym młodym człowieku kreatywność i myślenie. I to jest rzeczywisty problem. Ale mimo tego polskie uczelnie techniczne nie uczą najgorzej. Bardziej boję się tego, że w kolejnych reformach to może zostać zepsute. Uczelniom należy dać więcej, a nie mniej swobody w wyborze programów nauczania – one są znacznie bliżej prawdziwego
życia niż politycy i w przeciwieństwie do tych ostatnich, w większości można im ufać.

Dziękuję za rozmowę.

Udostępnij:

Drukuj



Sebastian Kanikuła




TOP w kategorii






Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również