ITM 2019. Mitsubishi Electric: Nie da się w pełni zastąpić człowieka

Mitsubishi Electric, targi ITM 2019 © Raven Media

Udostępnij:

O znaczeniu targów ITM oraz automatyzacji produkcji opowiada Tomasz Słoboda, sales manager CEE Central & East Europe w Mitsubishi Electric.



Od jak dawna wystawiacie się na targach ITM w Poznaniu?
Nasz dealer, firma Polteknik, przyjeżdża do Poznania co roku od początku targów, a my jako Mitsubishi – odkąd jesteśmy w Europie, czyli od 2013 r. Obserwujemy, że targi się powiększają. Klienci korzystają z tego, że każda firma zapewnia tu obecność handlowców. Jednak same targi to już inne wydarzenie niż kiedyś – nie służą już sprzedaży, ale prezentacji nowych produktów. Dużo łatwiej jest dziś dotrzeć do klienta końcowego, a klientom dużo łatwiej dotrzeć do producenta, ponieważ wszystko można znaleźć w internecie. Do targów więc trzeba podchodzić inaczej, ale trzeba na nich być. Obecność tutaj to konieczność.



Co zatem pokazujecie na targach ITM?
W tym roku pokazujemy laser w technologii fiber o średniej mocy 4 kW, z nowym, bardzo prostym i inteligentnym sterowaniem D-Cube. System pracuje na oprogramowaniu Sigma Nest. To jest nasz bestseller, który ma nie za dużą i nie za małą moc, taką wypośrodkowaną. Oferuje też dobry stosunek jakości do ceny. Zainteresowanie tego rodzaju maszynami na rynku jest największe. Oczywiście maszyna jest zbudowana z naszych komponentów. Wszystkie najważniejsze elementy, jak głowica, napędy, sterowniki, pochodzi od Mitsubishi.

Czy odbędą się tutaj jakieś premiery?
Premier tutaj nie mamy, ale muszę zaznaczyć, że w tym roku miała już miejsce światowa premiera naszego nowego lasera. Jest on jednak przeznaczony dla klientów bardziej skoncentrowanych na zaawansowanej automatyzacji. Ta dziedzina dopiero u nas raczkuje i my jesteśmy pionierami. Nie jest to jednak produkt na polski rynek, dlatego go tutaj nie pokazujemy. W tym przypadku laser jest jakby dodatkiem do całego systemu sortowania. Sam system jest dość drogi, a w Polsce wciąż cena zatrudnienia pracownika jest stosunkowo niska, dlatego mała firma nie zdecyduje się na zakup takiego systemu, bo przeliczy, że nadal opłaca jej się korzystać z pracy ludzi. Systemem tym są za to zainteresowani klienci z Zachodu, np. Niemcy, Szwajcarzy czy Skandynawowie. Z naszych obliczeń wynika, że tam taki system zwróci się w dwa lata (przy pracy trzyzmianowej), a w Polsce dopiero po siedmiu latach. W Polsce automatyzacja dopiero raczkuje, ale nie ma odwrotu i nadejdzie ona prędzej czy później. Już teraz brakuje nam pracowników, a dodatkowo rynek pracy na Zachodzie został otwarty dla pracowników ze Wschodu, którzy, gdy tylko przełamią barierę językową, zamiast zarabiać w złotówkach, będą woleli zarabiać w euro.

Czy widzicie, będąc na targach, że świadomość konieczności automatyzacji wzrasta z każdą ich edycją?
Oczywiście, nasi klienci to nie są osoby, które jeżdżą tylko na targi w Polsce. Jeżdżą po całym świecie, nawet do Stanów Zjednoczonych czy do Japonii. To jest tak naturalne, że nie da się od tego uciec. Ci, którzy chcą wyprzedzać konkurencję, wzorce czerpią z Zachodu. Mimo że nie pokazujemy tu przykładów automatyzacji, sami o nie pytają.

Czy automatyzacja będzie kiedyś wdrożona w 100% w polskich firmach?
Nawet na Zachodzie nie jest wdrożona w 100%. To zależy bowiem od produkcji – nie każda nadaje się do automatyzacji. Nawet firmy, które mają 90% produkcji powtarzalnej, nie zrealizują tych 10% bez dobrych operatorów. Nie da się zastąpić w 100% człowieka.

Udostępnij:

Drukuj





MM



Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również