MM Speakers Corner. Przemysł przyszłości

MM Speakers Corner © MM Magazyn Przemysłowy

Udostępnij:

W czwartym panelu MM Speakers Corner 2018 na temat wyzwań polskiego przemysłu i wizji fabryki przyszłości rozmawiali: Sebastian Rynkiewicz, prezes zarządu Klastra Obróbki Metali, Tomasz Sernicki, sales manager w Evatronix, Witold Siemieniako, prezes Hexagon Manufacturing Technology, Tomasz Słowik, business development w ULT AG, oraz Weronika Szmańda, dyrektor operacyjna w Kovosvit MAS Polska.

Przemysł 4.0, jak wynika ze spotkań i rozmów z przedsiębiorcami, ma wiele definicji, nie jest w zasadzie niczym konkretnym – to bardzo ulotna idea. Kiedy próbuje się ją przystawić do rzeczywistości, okazuje się, że wielu przedsiębiorców nie potrzebuje fajerwerków obiecywanych przez Przemysł 4.0, bo mają swoje konkretne problemy do rozwiązania. Trudno jednak nie zauważyć, że czwarta rewolucja przemysłowa już się toczy, wyraźnie widać, że fabryki i przedsiębiorstwa są coraz bardziej zrobotyzowane i zautomatyzowane. Niezależnie od tego, czy ktoś zamawiał daną funkcjonalność, czy nie, maszyny zaczynają się ze sobą komunikować i generują olbrzymie ilości danych. Już podczas zeszłorocznych targów firmy dostarczające roboty i rozwiązania automatyzacyjne, a także integratorzy potwierdzali, że mają pełne ręce roboty. Nie jest to więc stopniowy wzrost zainteresowania, ale totalna eksplozja. Wobec tego prowadzący czwarty panel dyskusyjny dziennikarz Radek Brzózka zadał uczestnikom pytanie, których producentów, w jakich obszarach działających czekają największe wyzwania – w perspektywie najbliższej i nieco dalszej. Wyzwania związane z inwestycjami, zmianą sposobu działania, zmianą procesów produkcji.

Sebastian Rynkiewicz z Klastra Obróbki Metali w odpowiedzi wskazał, że polskie przedsiębiorstwa produkcyjne, przynajmniej te działające w Klastrze, już doskonale radzą sobie ze zmianami i wyzwaniami i w zakresie parku maszynowego nie mają się czego wstydzić. Dla zilustrowania tego przekonania opowiedział o swojej wizycie w Lombardii, która generuje 70% PKB Włoch i jest ich najbogatszym regionem, o wysokim stopniu automatyzacji i robotyzacji przemysłu.

Jest pewne zachwianie koniunktury ze względu na fundusze europejskie. Koledzy z Włoch muszą zainwestować 100%, zapłacić leasing, kredyt i trudno im przekonać ludzi do pracy na drugą zmianę – wyjaśniał Rynkiewicz. – Oni nas pytali, jak to możliwe, że zlecenie, które we Włoszech realizowane byłoby przez 7 miesięcy, w Polsce możliwe jest w 3 miesiące. Pytali, czy pracujemy na drugą zmianę, na co my odpowiedzieliśmy, że nie tylko na drugą, ale też na trzecią zmianę.



Rewolucja czy ewolucja?
Jak stwierdził Tomasz Sernicki z Evatronix, każda firma wykorzystująca technologie cyfrowe już uczestniczy w Przemyśle 4.0. – Trudno to nazwać rewolucją – mówił. – To proces, który dzieje się cały czas. Nie wszyscy producenci muszą przecież korzystać ze wszystkich dobrodziejstw, jakie niesie ze sobą idea Przemysłu 4.0.

Największym wyzwaniem w procesie przejścia na kolejny poziom rozwoju będzie, zdaniem Sernickiego, integracja w jeden system wszystkich systemów i sygnałów, których w dużym przedsiębiorstwie jest gigantyczna ilość. Ale tylko taka integracja pozwoli zoptymalizować wszystkie procesy: produkcji, kontroli jakości, dostaw itd. Systemy takie już dziś na rynku istnieją, tylko trzeba je połączyć w jeden wspólny organizm.

Także Weronika Szmańda z Kovosvit MAS Polska, zwróciła uwagę, że choć mówimy o rewolucji przemysłowej, to jednak pod spodem zmian jest ewolucja, czyli coś, czego żadna branża nie uniknie. – Odpowiedź na pytanie, jaka branża będzie najbardziej wymagała zmiany, jest bardzo trudna – mówiła. – Każda branża, jeśli nie chce zostać w tyle, musi się zmieniać. My jako dostawcy głównie dla firm mniejszych i średnich widzimy, że to właśnie jest grupa, która będzie musiała się szybko rozwinąć – przekonywała. Jej zdaniem duże organizacje w sposób naturalny, siłą rzeczy muszą poddać się zmianom, w małych firmach jednak wymagają one dynamicznych decyzji i szybszego tempa działania.

Witold Siemieniako, odnosząc się do historii własnej firmy, która kiedyś nazywała się Hexagon Metrology, a teraz ma nazwę Hexagon Manufacturing Intelligence, wskazał, że zmiana nazwy miała związek właśnie z przekonaniem, że trzeba odpowiedzieć na widoczne zmiany. – Zastanawialiśmy się, w jakim kierunku pójść – opowiadał. – I zdecydowaliśmy, że sama metrologia, która jest zwieńczeniem procesu produkcyjnego, bo ma zapobiegać wytwarzaniu braków, powinna być zastosowana szerzej, do całego procesu produkcyjnego, włączając w to projektowanie.

Kluczową kwestią było powiązanie tych etapów procesu, generujących ogromne ilości danych, żeby otrzymać konkretne wnioski. Ponieważ decyzje z nich wynikające wciąż podejmuje człowiek, nie sztuczna inteligencja, trzeba mu te dane w jakimś czytelnym formacie zaprezentować. Zdaniem prezesa Hexagon Manufacturing Intelligence na obecnym etapie najbardziej efektywnym panelem wymiany informacji jest więc statystyczna kontrola procesów. A ponieważ statystyka najlepiej działa na dużych zbiorach danych, dużych liczbach prób, trzeba poszukiwać obszarów przemysłu, w których produkuje się duże ilości elementów. Jak przekonuje Siemieniako, ilość danych na pewno będzie rosła, bo detale będą produkowane w coraz większych ilościach. W każdym kraju bowiem – czy biednym, czy bogatym – konsumpcja rośnie.


Galeria artykułu
TOP w kategorii




Roboty muszą myśleć
Także Tomasz Słowik z ULT AG przyznał, że największym wyzwaniem przemysłu przyszłości będzie zorganizowanie wymiany danych między programami, systemami i maszynami w zakładach produkcyjnych oraz obsługa tych danych. – Przemysł przeżywa boom produkcyjny i pracodawcy w obawie przed utratą pracowników inwestują w tzw. prostą inteligencję, czyli proste roboty, które wykonują zaplanowane sekwencje, do których zostały zaprogramowane – wyjaśnia. – Ale ta sztuczna inteligencja 4.0, do której chcemy dążyć, to roboty wyższej klasy, technologie, które potrafią same myśleć, przewidywać zagrożenia, wymieniać dane z innymi systemami. Jak przekonuje, największą rolę odegrają tu firmy, które będą tworzyły aplikacje do obsługi robotów. – Teraz każda maszyna, którą chcemy wdrożyć do cyklu produkcyjnego, potrzebuje eksperta, który ją zaprogramuje. A w przyszłości chcemy ten etap zastąpić mową, poleceniem, co oznacza, że musimy nauczyć maszynę mówić i rozumieć – opowiada.

Prowadzący zwrócił uwagę, że wizja ta jest już całkiem bliska realizacji. Algorytmy do rozpoznawania mowy są już bowiem bardzo dobrze rozwinięte.

Fabryki przyszłości
W odpowiedzi na pytanie o wizję fabryki przyszłości Sebastian Rynkiewicz z Klastra Obróbki Metali stwierdził, że rozwój wydaje się mało możliwy bez optymalizacji i komunikowania, przede wszystkim w systemie rozproszonym. Klaster zrzesza 90 firm członkowskich w różnych miejscach, dlatego też podjął już rozmowy z Komisją Europejską oraz Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii o pomyśle stworzenia superfabryki 4.0 właśnie w systemie rozproszonym. – To jest jeszcze pieśń przyszłości, perspektywa 5–10 lat – wyjaśniał. – Mamy nadzieję, że uda się szybciej, ale taki moduł sztucznej inteligencji do planowania produkcji w systemie rozproszonym jest trudny, bo tego typu wdrożenia na świecie chyba jeszcze nie było. Nie jesteśmy pewni rezultatów, ale nie ma wyjścia – musimy w tym kierunku podążać.

Weronika Szmańda z Kovosvit MAS Polska wyraziła nadzieję, że poza komunikacją, o której już tyle mówiono, fabryka przyszłości będzie miała też rozwinięty pion rozwojowy. Bo na razie wszystko jest doraźne, producenci reagują na sytuację, stąd też wydaje się, że jest to rewolucja. – Bardzo bym chciała, i wszystkim tego życzę, żeby piony rozwojowe miały większy wpływ na to, co się dzieje, żeby to było logiczne, poukładane i faktycznie wybiegające w dalszą przyszłość – mówiła. – Piony rozwojowe nie tylko muszą istnieć, bo dziś ich najczęściej nie ma, ale też podejmować decyzje.

Roztaczając swoją wizję fabryki przyszłości, Tomasz Słowik z ULT AG stwierdził, że będzie to niestety miejsce, z którego znikną ludzie. W całkowicie automatycznych procesach produkcyjnych algorytmy będą zamawiały towary, maszyn je dostarczą i fabrykę taką nadzorowały będą może dwie osoby, tylko pod względem technicznym. Ma też jednak pomysł dla ludzi, którzy obawiają się w związku z tym utraty pracy: – Ci, którzy zastąpieni zostaną maszyną lub robotem, być może sami kupią sobie swoją maszynę, androida, którego będą wynajmowali fabrykom. I te roboty będą wykonywały za nich pracę – opowiadał. – Tak jak dziś ludzie mają koparkę, którą wynajmują do wykonania określonej pracy, w przyszłości będą mieli robota, którego będą mogli wysłać do pracy w określone miejsce na linii produkcyjnej.

Mniejszy zakład nie będzie musiał dzięki temu inwestować we własne maszyny, ale będzie miał dostęp do usług wynajmu robotów wyspecjalizowanych w różnych pracach.

Sprowadzając debatę na ziemię, Witold Siemieniako z Hexagon Manufacturing Technology stwierdził, że poziom technologiczny nie polega na wyprodukowaniu rzeczy, np. samochodu, ale wyprodukowaniu maszyny, która wyprodukuję maszynę wytwarzającą samochody. – Potem będziemy się zastanawiali nad wyprodukowaniem maszyny, która wyprodukuje maszynę, która wyprodukuje samochód – mówił.

Mając okazję obserwować projekt prowadzony na uniwersytecie w Sheffield w Wielkiej Brytanii pod nazwą Factory 2050, zauważył, że jego uczestnicy próbują przeskoczyć to, co jest dzisiaj w fabrykach, czyli automatyzację, przepływ danych, i popracować nad konkretnym urządzeniem samocertyfikującym. Konkretne elementy (tu akurat dla przemysłu lotniczego) dzięki specjalnemu urządzeniu miałyby się autocertyfikować, czyli bez udziału człowieka zatwierdzać swoją zgodność z projektem. – Jak to się rozwinie, nie wiadomo – mówi Siemieniako – ale idzie to w tym kierunku, kolejnego stadium, czyli nie produkcji elementu, ale produkcji czegoś, co ten element wyprodukuje. Dalej w łańcuchu technologicznym. Postęp będzie polegał na wymyślaniu maszyn, które będą wymyślały maszyny.

Z wizją tą zgodził się Tomasz Sernicki z Evatronix, stwierdzając, że przy rozwoju technologicznym i rozwoju automatyzacji człowiek będzie raczej dostawcą idei, produktu końcowego, a cała technologia z automatu będzie pracowała nad gotowym produktem.

Wracając do swojej perspektywy Klastra Obróbki Metali, Sebastian Rynkiewicz stwierdził, że dziś nie da się zastąpić technologów. – Tym, co obecnie robimy, jest zbieranie informacji od technologów – opowiada. – Żeby mówić o Przemyśle 4.0, trzeba mieć masę krytyczną informacji. W Klastrze tych informacji do zebrania jest ogromna ilość i zgadzam się, że największym problemem jest dziś skomunikowanie poszczególnych systemów. Liderzy promują swoje własne systemy i one nie do końca chcą się skomunikować. A żeby procesy zoptymalizować, to jednak trzeba do tego dążyć. Inaczej to jest ślepa uliczka – podsumowuje.

 

Udostępnij:

Drukuj





Barbara Blaczkowska



Chcesz otrzymać nasze czasopismo?
Zamów prenumeratę
Zobacz również