MM: Coboty to jeden z najważniejszych przełomów technologicznych w obszarze robotyki na przestrzeni dekad. Czuje się Pan wizjonerem robotyki?

Esben Østergaard: Jestem dumny z tego, co robimy w Universal Robots, i z korzyści, jakie roboty współpracujące przynoszą przedsiębiorstwom na całym świecie. To, co przyświecało mnie i Universal Robots od samego początku, to zapewnienie dostępu do automatyzacji firmom każdej wielkości. To było i jest naszą misją i to się udaje, a więc owszem, w pewnym sensie czuję się wizjonerem robotyki.

Jakie były Pana pierwsze doświadczenia związane z robotyką i skąd w ogóle zainteresowanie tą dziedziną?

- Już jako kilkuletnie dziecko interesowałem się konstruowaniem robotów, np. bawiąc się klockami Lego. Mój ojciec był inżynierem i jako chłopiec zbudowałem dla niego małego robota, który miał pomóc w prowadzeniu kabla w środku rur w instalacji wodnej na Filipinach, gdzie wówczas mieszkaliśmy. Wiele lat później, podczas studiów związanych z informatyką, fizyką i multimediami na Uniwersytecie Aarhus w Danii, skupiałem się głównie na robotyce, a moim hobby były rozgrywki robotów w piłkę nożną. W 1998 r. przypadło mi w udziale mistrzostwo świata w tej dyscyplinie. Później doktoryzowałem się z robotyki na Uniwersytecie Południowej Danii – tematem były samorekonfigurowalne roboty modularne.

Jak i kiedy zrodził się pomysł na coboty?

- Pomysł cobotów zrodził się na Uniwersytecie Południowej Danii w Odense, gdzie analizowałem specjalne wymogi stawiane robotom w branży spożywczej, a towarzyszyli mi w tym Kasper Støy i Kristian Kassow. Dominowały wówczas ciężkie, drogie i nieporęczne maszyny i uznaliśmy, że istnieje rynek dla opcji bardziej przyjaznej dla użytkownika. To właśnie wtedy, w 2003 r., doszliśmy wspólnie do wniosku, że konieczne jest nowe podejście do robotów przemysłowych. Dwa lata później założyliśmy firmę Universal Robots, której celem było stworzenie elastycznego, łatwego w obsłudze i programowaniu lekkiego robota charakteryzującego się krótkim ROI. Od początku zależało nam, aby nasze roboty współpracujące były uniwersalne w zastosowaniu i dostępne dla mniejszych przedsiębiorstw.

W jaki sposób rozwijała się koncepcja robotów współpracujących – aż do wprowadzenia na rynek pierwszego modelu?

- Roboty współpracujące były w tamtym czasie praktycznie nieznane. Wcześniej była jedna czy dwie próby wprowadzenia na rynek cobotów i nie zakończyło się to powodzeniem, przynajmniej z komercyjnego punktu widzenia. Zaczęło się to jednak szybko zmieniać od 2009 r. po premierze naszego UR5 pod koniec 2008 r.

Jakie roboty dostarczacie? Co je wyróżnia?

- Jako pionier w branży cobotów Universal Robots definiuje roboty współpracujące jako połączenie prostej instalacji, łatwego programowania, elastycznego zastosowania i bezpiecznej pracy. U podstaw każdej współpracy leży bezpieczeństwo, a wbudowane funkcje bezpieczeństwa cobotów UR sprawiają, że w przypadku kontaktu z człowiekiem robot automatycznie się zatrzymuje. Dzięki temu eliminujemy potrzebę stosowania klatek i innych barier ochronnych w większości aplikacji z robotami UR. To był przełom w robotyce. Oferujemy trzy ramiona współpracujące: UR3, UR5 i UR10. Ostatnio wprowadziliśmy także na rynek nową linię produktową e-Series – odpowiednio UR3e, UR5e i UR10e.

Popularność cobotów stale rośnie – według szacunków w 2025 r. stanowić mają aż 1/3 wszystkich dostarczanych do firm robotów. Z czego wynika ich rosnąca popularność?

- W samych Stanach Zjednoczonych jest około 300 tys. małych i średnich przedsiębiorstw, a odwiedzając je, nie spotkałem się z firmą, która nie mogłaby użyć cobota. Zakładam, że podobnie jest w Europie i Azji, a zatem potencjał jest niesamowity. Popularność robotów współpracujących wynika z tego, że mogą być programowane i używane przez pracowników bez wcześniejszego doświadczenia w programowaniu. To podejście umożliwia przekazanie kontroli nad automatyzacją w ręce operatorów, którzy w ten sposób zyskują nową rolę w firmie. W Universal Robots wierzymy, że najlepszym możliwym scenariuszem jest współpraca człowieka z maszyną, a nie zastąpienie człowieka maszynami. W takim podejściu tkwi ogromny potencjał kreowania wartości. Naturalnie dla przedsiębiorców liczą się też twarde koszty – inwestycja w roboty współpracujące jest opłacalna nawet dla najmniejszych kilkuosobowych firm i tutaj też należałoby szukać powodów popularności cobotów.

Wasze roboty pracują w ponad 50 krajach na świecie. Na jaki rynek i do jakich branż trafia ich najwięcej?

- Tak, naszym największym rynkiem jest EMEA, następnie USA i Chiny. Chiński rynek rozwija się najszybciej. Jeżeli chodzi o branże, to są to elektronika, przemysł motoryzacyjny, farmaceutyczny, metalowy i maszyn, żywność i rolnictwo, jednak wiele zastosowań naszych cobotów pochodzi z sektorów, które wcześniej nie były automatyzowane.

Jakie będą kierunki rozwoju robotów współpracujących?

- Na pewno warto przyglądać się rosnącej konkurencji wśród producentów robotów współpracujących. Wiele nowych firm wchodzi na rynek, co nas cieszy, bo dzięki temu świadomość potencjału robotów współpracujących jest coraz większa. Oczywiście chcemy utrzymać pozycję lidera i do tego będziemy dążyć, natomiast pojawianie się nowych robotów współpracujących to naturalna kolej rzeczy. Jako Universal Robots stale się rozwijamy i pracujemy nad tym, aby rozwijać nasze rozwiązania. W czerwcu wprowadziliśmy na rynek nową linię cobotów Universal Robots e-Series. Wbudowany, zlokalizowany w narzędziu czujnik siły i momentu daje e-Series większą precyzję i wrażliwość umożliwiające zastosowania kobota w jeszcze szerszej gamie aplikacji.Intuicyjny i responsywny na dotyk interfejs użytkownika upraszcza proces programowania i skraca go do kilku kliknięć na nowym panelu uczenia robota. Interfejs komunikacji nadgarstek–przegub–narzędzie redukuje czas i złożoność integracji kobota z linią produkcyjną. Jednocześnie, jeżeli chodzi o serwis, wszystkie przeguby mogą być wymienione w czasie 2–6 minut. W tym kierunku Universal Robots rozwija roboty współpracujące – prostota programowania i użytkowania, elastyczność zastosowania i bezpieczeństwo.

Jak postrzega Pan wyróżnienie, jakim jest nagroda Engelbergera, zwana także Noblem w dziedzinie robotyki?

- To dla mnie wielkie wyróżnienie, które pokazuje, że to, co robimy jako Universal Robots, ma sens i ogromny potencjał. „Za wkład w rozwój nauki robotycznej w służbie ludzkości” – taka inskrypcja byłaby powodem do dumy dla każdego. Ilustruje ona także to, w co wierzymy w Universal Robots – dzięki technologii świat staje się lepszy. To nie dzieje się automatycznie, ale jeśli będziemy mądrze ją wykorzystywać, świat będzie lepszy, jestem tego pewien. Zawsze tak było. Universal Robots zdobywa wiele nagród, które wszystkich nas cieszą, jednak nagroda Engelbergera jest dla mnie wyjątkowym, osobistym wyróżnieniem.

Powoli nakreślana jest koncepcja Przemysłu 5.0. Jakie będą najważniejsze elementy tej idei i jak wpiszą się w nią koboty?

- Przemysł 5.0 stawia na synergię wynikającą ze współpracy człowieka z maszyną. Kreatywność człowieka w połączeniu z powtarzalnością zapewnianą przez robota jest odpowiedzią na potrzeby rynku i konsumentów oczekujących wysokiego stopnia personalizacji produktu. Dążenie do masowej personalizacji jest tym, co psychologicznie i kulturowo stoi za ideą Przemysłu 5.0, ponieważ człowiek z natury lubi czuć się wyjątkowo, wyróżniać się i wyrażać się poprzez swoje wybory. To jest swego rodzaju zwrot w kierunku tego, co było wcześniej – powrót do czasów przedindustrialnych. Designerskie zegarki czy piwa rzemieślnicze mogą być wytwarzane tylko przy zaangażowaniu człowieka, a koboty wspierają rzemieślniczą pracę człowieka szybkością, dokładnością i precyzją wykonywanych zadań. Dzięki nim przedsiębiorcy mogą oferować wyjątkowe, zindywidualizowane przedmioty w przystępnej cenie i na dużą skalę. Przemysł 5.0 z naszej perspektywy to przede wszystkim bezpieczna i efektywna współpraca na linii człowiek–robot, a więc właściwe miejsce dla robotów współpracujących.

Rozmawiał Dariusz Łuciów