Odpowiadając na pytanie o to, czy globalizacja jest szansą, czy zagrożeniem dla polskiego przemysłu, Arkadiusz Mazurek z Schunk podkreślił, że firma, którą reprezentuje, działa globalnie, dlatego zjawisko to postrzega wyłącznie pozytywnie. Na gruncie przemysłowym umożliwia ono bowiem m.in. swobodne korzystanie z wytwarzanych za granicą komponentów czy też możliwość zagwarantowania serwisu na całym świecie.

Także Artur Wojewoda z Yaskawy zauważył, że firma ta tylko korzysta na globalizacji. Choć Yaskawa ma japońskie korzenie, to jest mocno obecna także w Europie. Możliwość sprzedaży robotów do klientów na całym świecie z zapewnieniem wsparcia technicznego we wszystkich krajach powoduje, że klienci czują się bezpieczni.

Tomasz Jastrzębski z Cloos Polska zauważył, że globalizacja z jednej strony pozwala na dystrybucję produkowanych przez firmę robotów do aplikacji spawalniczych w różne części świata, nie tylko do Europy, ale też do Chin i USA, z drugiej zaś strony sprawia, że i firma, i jej klienci muszą się zmierzyć z konkurencją nie tylko na poziomie lokalnym, ale też globalnym, co z pewnością wpływa na przemysł wytwórczy. Jak jednak podkreślił, globalizacja to proces samoczynny, który się toczy niezależnie od tego, czy państwa, rządy bądź podmioty gospodarcze sobie tego życzą, czy nie.

Punkt widzenia wyłącznie polskiego podmiotu przedstawił Przemysław Kimla, obserwujący rynek z perspektywy przedsiębiorcy, który zbudował swoją firmę, zaczynając niemal od działalności garażowej. Także jednak i w tym wypadku globalizacja działalności oznacza możliwości, a nie zagrożenia, co widać w rozwoju firmy na rynkach zagranicznych. Jeszcze 10 lat temu Kimla sprzedawała 90% maszyn głównie w Polsce, teraz są one obecne na wszystkich kontynentach i procent sprzedaży zagranicznej przekracza 35%. To ważne, bo rynek w Polsce w pewnym momencie się skończy. Elementem kluczowym jest łatwość przepływu towarów, zwłaszcza w Unii Europejskiej, którą można dziś traktować niemal jak rynek lokalny. Istotnym czynnikiem jest również komunikacja internetowa, która pozwoliła rozwinąć sposób zdalnego zarządzania maszynami, ich programowania, sterowania nimi i kontroli. A to oznacza dla firm konkretne oszczędności.

Wpływ brexitu na sytuację polskich firm przemysłowych
Kolejne zagadnienie zaproponowane przez Radka Brzózkę do wspólnego omówienia podczas panelu to szeroko dyskutowany dziś brexit. Czy to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii, wpłynie – a może już wpływa – na kondycję polskiego przemysłu?

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest to nieodpowiedzialne działanie Brytyjczyków – mówił Przemysław Kimla. – Anglia jest obecnie bardzo dobrym rynkiem sprzedaży naszych laserów i trudno przewidzieć, czy coś się zmieni dla naszych klientów. Jednak wszyscy, z którymi współpracujemy, są zszokowani pomysłem wyjścia ze Wspólnoty. Wielu liczy nawet na to, że uda się jeszcze wycofać z tego pomysłu, bo faktycznie są obawy co do tego, co przyniesie brexit – dodaje.

Jak jednak podkreśla Kimla, na pewno współpraca z firmami brytyjskimi nie skończy się z dnia na dzień. Można nawet przypuszczać, że brexit nie wywrze istotnego wpływu na sytuację branży, ponieważ Wielka Brytania nie ma swoich wytwórców laserów, więc firmy, które chcą się rozwijać, wciąż będą musiały kupić je za granicą.

Brexit to wydarzenie bez precedensu w historii, nie ma więc takiego proroka, który jest w stanie przewidzieć, jaką przyjmie formę i jakie przyniesie skutki – powiedział Tomasz Jastrzębski z Cloos Polska. – Rynki jednak nie lubią niepewności, myślę więc, że brexit może mieć wpływ na producentów.

Jako przykład podał działającą w Wielkiej Brytanii firmę Rolls Royce, która 90% podzespołów importuje z zagranicy, więc wszelkie możliwe ograniczenia celne czy inne pomysły na zmianę przepływu towarów z pewnością odbiją się na jej funkcjonowaniu. Jak jednak podkreślił Jastrzębski, w dłuższej perspektywie polski przemysł poradzi sobie niezależnie od tego, jak sytuacja się rozwinie.

Mniej optymistyczną perspektywę przedstawił Artur Wojewoda z firmy Yaskawa: – Dla Yaskawy brexit ma negatywne konsekwencje – wyjaśniał. – Może nie bezpośrednio dla oddziału w Polsce, ale jeden z naszych zakładów działa w Szkocji i cały czas się zastanawiamy, czy nadal będzie on produkował na rynek europejski. Poza tym 20% jego załogi to Polacy. Już widzimy, że obroty Yaskawy na Wyspach Brytyjskich spadły, przede wszystkim dlatego, że Honda, która jest jednym z naszych głównych odbiorców, wycofuje się z Anglii (i całej Europy).

Także Arkadiusz Mazurek z Schunk zwrócił uwagę na to, że część firm rezygnuje z działalności w Wielkiej Brytanii, kierując się do miejsc, do których łatwo jest przenieść produkcję.

Przyszłość współpracy Polski i Niemiec
Prowadzący spotkanie Radek Brzózka skierował uwagę uczestników na zależność gospodarek Polski i Niemiec. Nasze przedsiębiorstwa są kontrahentami dla firm niemieckich, które stoją teraz w obliczu spowolnienia gospodarczego. Wydaje się jednak, że nie ma ono jak dotąd istotnego wpływu na kondycję rodzimych firm i całą polską gospodarkę.

Potwierdził to Arkadiusz Mazurek z Schunk, podkreślając, że duże firmy niemieckie, które prowadzą sprzedaż w Polsce, to firmy globalne, co pozwala im na pewną niezależność od sytuacji krajowej.

Także Artur Wojewoda zwrócił uwagę na to, że choć Yaskawa ma w Niemczech centralę na Europę i obsługuje wielu niemieckich klientów, to nie widać wpływu spowolnienia gospodarki niemieckiej na działalność firmy. Tym bardziej nie wywiera ona skutków na aktywność polskich przedsiębiorców. Wręcz przeciwnie – niektóre niemieckie zakłady przenoszą część produkcji do Polski, co jest dla polskiego oddziału szansą. Jeśli do tego uwzględnić bardzo niski wskaźnik poziom gęstości robotyzacji w Polsce, widać, że przed nami jest ciekawy czas i szansa na rozwój Polski.

Również firma Cloos ma centralę w Niemczech i realizuje tam długoterminowe projekty. Jak powiedział Tomasz Jastrzębski, nie odczuwa ona jeszcze dramatycznego spadku zamówień na roboty, ale sygnały płynące z niemieckiej gospodarki w skali makro mogą budzić obawy. Tym bardziej że dziś polska gospodarka jest ściśle związana z niemiecką. Z drugiej strony sytuacja ta jest również szansą – do tej pory polscy producenci byli dostawcami podzespołów z mniejszą wartością dodaną, teraz natomiast mogą stać się partnerem technologicznym, zacząć konkurować nie tylko kosztami pracy, ale też technologią powstającą w naszym kraju. W dłuższym okresie może to zapewnić stabilny wzrost.

Z optymizmem na sytuację patrzy Przemysław Kimla. Jak stwierdził, w ostatnich latach polska gospodarka zaczęła się „odklejać” od niemieckiej, a nawet w pewnym stopniu ją od siebie uzależniać. Po ostatnim kryzysie europejskim niemieckie firmy produkujące maszyny, zmuszone do szukania ograniczeń w kosztach, skierowały się do polskich podwykonawców. Zaczęliśmy być czołowym dostawcą m.in. obudów i osłon do wytwarzanych w Niemczech maszyn. Zlecenia z rynku zachodnich masowo spłynęły do naszych firm, a po kryzysie trudno już im było wrócić do drogich niemieckich podwykonawców. W efekcie nasze firmy tylko zyskują. Z drugiej strony polscy producenci zaczęli też robić gotowe produkty – firma Kimla na przykład, inspirowana m.in. trudnościami klientów, którzy musieli zbyt długo czekać na realizację zleceń przez dostawców wytwarzających w pierwszej kolejności na rynek niemiecki, zbudowała cały dział mechatroniki (integracja mechaniki, elektroniki i oprogramowania), co pozwala jej dostarczać kompletny produkt „made in Poland”.

Nowy Jedwabny Szlak
Kolejny aspekt globalnego rynku to relacje handlowe z Chinami, czyli m.in. pomysł na Nowy Jedwabny Szlak. Jak zauważył Radek Brzózka, teoretycznie ma to być układ dwustronny, w praktyce jednak sytuacja wygląda inaczej – z Chin do Europy szerokim strumieniem płyną wytwarzane tam towary. To dla nas szansa czy zagrożenie?

To może być i zagrożenie, i szansa – stwierdził Arkadiusz Mazurek z Schunk. – Różnica w kosztach produkcji i poziomie życia w Chinach i innych częściach świata jest duża, więc tu widać znaczącą rolę państw, które muszą zabezpieczyć swoje interesy.

Ta bardzo mądra inicjatywa Chińczyków może być skutecznie zablokowana przez Donalda Trumpa – zauważył Artur Wojewoda z Yaskawy. – Już obserwujemy pewną wojnę handlową między Chinami, które chciałyby uzależnić inne gospodarki od siebie, m.in. za pomocą koncepcji Jedwabnego Szlaku, a Stanami Zjednoczonymi, które nie chcą oddać hegemonii. Przed nami więc na pewno ciekawy czas – podsumował.

Jak podkreślił Tomasz Jastrzębski z Cloos Polska, pomysł Nowego Jedwabnego Szlaku powstał już kilka lat temu i wciąż pozostaje w fazie koncepcji, służąc także jako narzędzie rozgrywek politycznych między wielkimi tego świata. – W życiu gospodarczym naszego kraju nie widać jeszcze żadnych konkretnych sygnałów tego, co inicjatywa ta miałaby ze sobą przynieść. To wciąż początki, trudno więc przewidzieć, jak sytuacja się rozwinie. Nie jest to projekt, który rozpalałaby dziś umysły menedżerów – dodał.

Jeszcze radykalniej do tej koncepcji odnosi się Przemysław Kimla: – To slogan, slogan i jeszcze raz slogan – powiedział. – Towar z Chin dotrze do nas niezależnie od tego, na jakich będzie się to odbywać zasadach. Kto chce go kupić, ten to zrobi. To nie jest nasza wojna, dlatego Europa nie bardzo chce się w nią angażować. W Europie jest zbyt dużo państw, które musiałyby podjąć konkretne decyzje, żeby w istotny sposób zablokować przepływ towarów. Jeśli chodzi konkretnie o maszyny, obrabiarki, to nie produkujemy takich rozwiązań, w których musielibyśmy konkurować z Chinami i w ten sposób omijamy trochę problem – podsumował.