Dyskusja rozpoczęła się od oceny sytuacji polskich firm. Uczestnicy zastanawiali się, na jakim poziomie zaawansowania jest polski przemysł w kontekście rewolucji 4.0.

Grzegorz Kurzydłowski, dyrektor zarządzający w Haas, zauważył, że koncepcja Przemysłu 4.0 jest znana dużym firmom, jednak inaczej sytuacja wygląda w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw.

Myślę, że nie do końca rozumieją tę ideę – wyjaśniał Kurzydłowski. – Rodzimi producenci skupiają się bowiem na produktywności. Chcą produkować dużo i tanio, to jest dla nich najważniejsze. Gdybyśmy porównali produktywność polskiego pracownika z pracownikiem z Europy Zachodniej, to okazuje się, że nasi operatorzy potrafią obsługiwać zdecydowanie więcej maszyn.

Również Paweł Siembab, global client executive Dassault Systèmes, podkreślał, że w kontekście Przemysłu 4.0 duże firmy mają się dobrze. – Polska jednak stoi małymi i średnimi przedsiębiorstwami. To na nich powinniśmy się skupić. Tym bardziej że wiele firm z tego sektora nie posiada nawet własnych działów badań i rozwoju – dodał.

Z tą tezą zgodził się Marcin Ejma, CEO w firmie Eagle, który jednak zauważył, że problem tkwi w podejściu firm do założeń Przemysłu 4.0. – Wszyscy koncentrują się na sprzęcie i oprogramowaniu, zamiast skupiać się na ludziach – tłumaczył. – Tworzenie oprogramowania i połączenie wszystkiego w sieć to jest już fakt. Nikt nie myśli jednak o tym, że rewolucja 4.0 dotyczy człowieka. Nie zabiera mu pracy, ale ją zmienia. Operator nie będzie już tylko obsługiwał maszynę, ale będzie operatorem całego procesu. Ważne jest zatem dobre wykształcenie kadr.

Prowadzący dyskusję Radek Brzózka zapytał zatem o to, czy nie lepiej odłożyć wdrażanie idei Przemysłu 4.0, skoro małe i średnie przedsiębiorstwa nie są jeszcze na to gotowe. Czy ma sens promowanie tego hasła, skoro trzeba najpierw nadrobić zaległości?

Musimy iść do przodu i wykorzystywać technologie, żeby być konkurencyjnym – odpowiadał Piotr Klimczak, dyrektor ds. rynku maszyn i urządzeń w PKO Leasing. – Trzeba myśleć o przyszłości. Ważny jest jednak w tej kwestii dostęp do informacji oraz wsparcie państwa.

O tym, że Polska, nadrabiając zaległości, musi jednocześnie myśleć o przyszłości, przypominał także Bartłomiej Haczek, project manager w HTM. – Wprawdzie musimy iść do przodu, ale już teraz naprawdę nie mamy się czego wstydzić – podkreślał. – Problem w tym, że o naszych wdrożeniach wie niewiele osób, szczególnie na Zachodzie. Stąd olbrzymia rola państwa w promocji Polski jako kraju zaawansowanego technologicznie.

Marcin Ejma z Eagle zauważył jednak, że nie w każdej branży rewolucja 4.0 jest konieczna. – Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale mnóstwo firm jest odpornych na rewolucję 4.0 – zauważył. – To przedsiębiorcom trzeba zostawić decyzję, w jakim kierunku podąża ich firma. Trzeba też pamiętać, że przemysł istniał na długo przed czwartą rewolucją i nadal będzie istniał.

Bariery
Ograniczeniem jest często strach. – Tu dotykamy zarządzania ryzykiem – zauważył Grzegorz Kurzydłowski z Haas. – Ten strach powoduje, że nie inwestujemy w nowości. Konieczna jest zatem edukacja i promocja. Firmy muszą się nauczyć, jak korzystać z idei Przemysłu 4.0.

Często przeszkodą jest także bariera finansowa, jednak – jak wyjaśnił Piotr Klimczak z PKO Leasing – nie brakuje możliwości skorzystania ze wsparcia finansowego przy wdrażaniu innowacji. – Mamy dwa programy skierowane do firm, które starają się o nowe technologie. Program gwarancyjny InnoFin służy wspieraniu innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw. Firmy te mogą także skorzystać z drugiego programu Cosme. Jego głównym celem jest wzmocnienie konkurencyjności. To już druga edycja tego programu, w ramach której podpisaliśmy 10 tys. umów – podkreślił Klimczak.

Swoim doświadczeniem w zakresie wykorzystania funduszy unijnych podzielił się Marcin Ejma z Eagle, którego firma zrealizowała już kilkanaście projektów przy udziale dofinansowania. – To prawda, że firmy, które chcą inwestować w innowacje, mają szereg instrumentów – przyznał. – Problemem jest jednak rozliczenie tych projektów. Urzędnicy niejednokrotnie są pod wielką presją i często nakładają kary przy różnych wątpliwościach. Przedsiębiorcy zatem zastanawiają się, czy starania o dofinansowania się opłacają.

Grzegorz Kurzydłowski z Haas przytoczył przykład z własnej firmy. – Aż 60% maszyn, które sprzedajemy, są finansowane przy udziale unijnego dofinansowania. 40% maszyn sprzedajemy natomiast do firm, które same finansują zakup.

Konieczne zmiany w edukacji
Na koniec dyskusji poruszono temat zmian w szkolnictwie zawodowym i wyższym. Marcin Ejma z Eagle przytoczył wyniki badań wskazujące, że osoby, które wkrótce wejdą na rynek pracy, w ciągu swojego życia zawodowego będą zmieniały pracę nawet 30 razy. – To zdecydowanie będzie utrudniało tworzenie zaawansowanych technologii, ponieważ pracownik potrzebuje aż kilku lat, żeby móc nauczyć się obsługi technologicznie zaawansowanych maszyn – wyjaśnił Ejma.

Konieczność ściślejszej współpracy przemysłu z nauką podkreślał Bartłomiej Haczek z HTM. – Wykwalifikowanych pracowników gotowych do pracy w przemyśle jest niewielu. System kształcenia powinien skupiać się na tym, czego oczekuje polski przemysł, i wyłapywać oraz wspierać talenty.

Grzegorz Kurzydłowski z Haas dodał, że szkoły wprawdzie dobrze wykonują swoje zadania, ale przedsiębiorcy oczekują czegoś więcej. – Mianowicie możliwości zaangażowania się w proces tworzenia systemu edukacji – wyjaśnił. – Prowadzimy współpracę z uczelniami technicznymi, ale one koncentrują się tylko na wykształceniu operatorów, a my oczekujemy czegoś więcej. Chętnie zaangażujemy się także w badania.