McKinsey Institute wyliczył ostatnio, jaką część pracy wykonywanej na świecie można by zautomatyzować za pomocą istniejących technologii. Zgodnie z prognozami badaczy już dziś w ręce robotów mogłoby być oddane 64% czasu pracy w firmach produkcyjnych i 44% działań finansistów.

Czy mamy się czego obawiać? Większość ekspertów i pracodawców podkreśla, że śmierć części zawodów oznaczać będzie jednocześnie narodziny kolejnych. Nowopowstające stanowiska i ewolucja już znanych specjalizacji będą krok po kroku zmieniać świat – niekoniecznie na gorsze. Z punktu widzenia historii nie mamy do czynienia z niczym nowym.

Do lamusa odeszły przecież zawody znane naszym dziadkom, pojawiły się za to nowe. Technologie od dawna wpływają na naszą pracę i nie ma to związku z żadną rewolucją. Informatycy i inżynierzy należą według Pracuj.pl do grup specjalistów, na których zapotrzebowanie rośnie najszybciej. Pracodawcy wprowadzają nawet specjalne programy, w których szkolą specjalistów IT od podstaw. Coraz skuteczniejsze są szkoły IT takie, jak choćby Coders Lab, którego 82% absolwentów znajduje zatrudnienie w branży tech w ciągu 3 miesięcy od zakończenia kursu – trwającego znacznie krócej, niż studia. Także w innych zawodach coraz ważniejsze są urządzenia mobilne, oprogramowanie czy systemy korzystające z algorytmów – zauważa Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj.

Kompetentni w świecie automatów
Nie da się ukryć, że większość z nowopowstających zawodów będzie związanych z kompetencjami cyfrowymi. Na przykład Gartner, jeden z największych technologicznych ośrodków analitycznych przewiduje, że sztuczna inteligencja do 2020 r. wyeliminuje 1,8 mln miejsc pracy na świecie, ale stworzy 2,3 mln kolejnych związanych z jej obsługą. Podobne zmiany mogą mieć miejsce w wielu innych branżach. Kompetencje cyfrowenie są jednak tym samym, co twarda wiedza technologiczna. Mocniej niż znajomość języków programowania czy obsługi maszyn, na przyszłość pracy wpływać będzie zdolność korzystania z urządzeń technologicznych i nauki nowych narzędzi.

Wszystkie te dane oznaczają dla kandydata i pracodawcy, że dziś coraz ważniejszą rolę odgrywa na rynku pracy otwarta głowa i chęć uczenia się nowych rzeczy. Automatyzacji podlegają przede wszystkim powtarzalne zadania, dlatego roboty wyeliminowały np. tak wielu maklerów giełdowych. Bez człowieka jednak technologia nie istnieje, to my nadajemy jej odpowiedni kierunek i wartość – przekonuje Maciej Noga, Innovation&Strategic Growth Officer w Grupie Pracuj.

Paradoksalnie, jak twierdzi John Hagel z Deloitte na którego powołuje się Maciej Noga, pojawienie się robotów i automatyzacja umożliwią ludziom wykorzystanie z powrotem unikalnych ludzkich umiejętności: wyobraźni, kreatywności, emocjonalnej i społecznej inteligencji.

Zrekrutowani przez robota
Jednym ze skutków automatyzacji, które budzą największe kontrowersje, jest jejwykorzystanie w procesach rekrutacyjnych. Według badań Pew Research Center, 76% Amerykanów zrezygnowałoby ze starań o stanowisko, gdyby dowiedzieli się o wpływiealgorytmu na wybór kandydata. Tymczasem wykorzystanie technologii tzw. machinelearning (uczenia maszynowego) ma miejsce już dziś i w wielu wypadkach ułatwianam korzystanie np. z popularnych na świecie serwisów rekrutacyjnych.

Stare sprawy, nowe rozwiązania
Eksperci serwisu 80000hours.org przeprowadzili analizę rynku pracy, która ciekawie podsumowuje rozważania o technologii w naszym codziennym życiu. Jak wykazali eksperci, mniejsze prawdopodobieństwo automatyzacji i dobrze płatna praca są zazwyczaj powiązane z umiejętnościami miękkimi. Do najważniejszych należą m.in. zdolność krytycznego myślenia, zarządzania czasem, rozwiązywania problemów, koordynacji i aktywnego uczenia się. W świecie technologii bardzo ważną rolę odgrywać będą więc cechy, które cenione są przez pracodawców od wielu lat. Eksperci mogą przewidywać kolejne kierunki rozwoju automatyzacji i jej prędkość, natomiast to w dużej mierze od pracowników będzie zależeć, w jakim stopniu będą z niej korzystać do własnych celów.

Źródło: pracuj.pl