Innowacyjność nie tylko wpływa na bieżący stan gospodarki i jej rozwój, ale też determinuje zmiany strukturalne w szerszym zakresie. W efekcie ma olbrzymie przełożenie na konkurencyjność gospodarki wobec innych państw. Innowacyjne – czyli nowe bądź znacząco ulepszone – produkty, procesy technologiczne, ale również usługi czy metody marketingowe i organizacyjne mają też olbrzymi wpływ na kondycję przedsiębiorstw. Bez wprowadzania innowacji i zwiększania nakładów na badania i rozwój (B+R) szybki i dynamiczny rozwój jest praktycznie niemożliwy. Zależności te widać zwłaszcza w sektorze przemysłowym, który jest szczególnie narażony na konkurencję międzynarodową, jednocześnie zaś to od jego kondycji zależy tempo rozwoju całej gospodarki.

Wprawdzie w polskich przedsiębiorstwach da się zauważyć coraz większy wpływ nowoczesnych trendów, wciąż jednak ogólny poziom innowacyjności pozostawia wiele do życzenia. Co więcej, dalszy jej wzrost wiąże się z szeregiem wyzwań, jakie muszą podjąć polskie firmy i cała gospodarka.

Czynniki, które mają i jeszcze długo mieć będą wpływ na coraz bardziej nowoczesny kształt rodzimego sektora produkcji, to przede wszystkim potencjał krajowego rynku, nieskrępowana dostępność samej technologii, różnorodność sposobów finansowania jej zakupu, jak i sprawa w moim odczuciu najważniejsza: brak rąk do pracy w przemyśle – mówi Jędrzej Kowalczyk, prezes zarządu FANUC Polska.

 

Struktura polskich innowacji w przemyśle

Nakłady na działalność innowacyjną w przedsiębiorstwach przemysłowych w 2016 r., zgodnie z danymi GUS, wyniosły 28 304,7 mln zł, tj. o 9% mniej niż rok wcześniej. Dominowały nakłady inwestycyjne, które stanowiły 76,1% wszystkich nakładów na innowacje. Odsetek przedsiębiorstw przemysłowych aktywnych innowacyjnie w latach 2014–2016 był wyższy o 1,4 pkt proc. niż w latach 2013–2015. Nowe lub istotnie ulepszone produkty bądź procesy wprowadziło 18,7% firm. Spośród innowacji procesowych przedsiębiorstwa przemysłowe najczęściej wdrażały nowe lub znacząco poprawione metody wytwarzania produktów.

W Europie – nie wspominając już nawet o sytuacji globalnej – Polska zajmuje odległe miejsca w rankingach innowacyjności. W unijnym zestawieniu „European Innovation Scoreboard 2017” nasz kraj zajął 25. pozycję (razem z Chorwacją) i pozostał w grupie tzw. umiarkowanych innowatorów. Na przestrzeni ostatnich lat poprawiły się nasze wyniki w zakresie przyjaznego otoczenia czy inwestycji, pogorszyły natomiast w obszarze m.in. aktywności innowacyjnej przedsiębiorstw (MŚP), współpracy między różnymi podmiotami oraz sprzedaży zaawansowanych technologicznie wyrobów. Z kolei w raporcie „Global Innovation Index 2017” (GII) Polska zajęła 37. miejsce (wśród 127 państw), za Bułgarią, Słowacją i Łotwą. Ranking te otwiera Szwajcaria, po niej plasują się Szwecja i Holandia.

Największy udział w ogólnej liczbie innowacyjnych przedsiębiorstw w Polsce miały podmioty zatrudniające 250 osób i więcej. Ponad 50% tzw. dużych przedsiębiorstw wprowadzało w ostatnim roku innowacje procesowe, a 44% – innowacje produktowe. Tymczasem średnia dla tych dwóch kategorii innowacyjności w całej branży przemysłowej wyniosła odpowiednio 15,2 i 12,4%.

Nieco lepszy obraz innowacyjności polskiego przemysłu wyłania się z badania „Smart Industry Polska 2016” przeprowadzonego przez Millward Brown na zlecenie firmy Siemens. 68% respondentów ocenia poziom zaawansowania polskich firm przemysłowych na zbliżonym poziomie do krajów Europy Zachodniej.

Jest to oczywiście ocena subiektywna, bo dokonywana z perspektywy własnego podwórka, ale wynika z niej, że z poziomem zaawansowania technologicznego, a co za tym idzie – z innowacyjnością, nie jest u nas aż tak źle, jak się czasami sądzi – ocenia Karol Staworko, dyrektor pionu Motion Control w firmie Siemens. – W badaniu tym znajdziemy m.in. informacje, że z optymalizacji procesów produkcyjnych korzysta ponad 80% badanych firm.

 

Najbardziej innowacyjne sektory

Udział przedsiębiorstw przemysłowych, które wprowadziły innowacje produktowe lub procesowe, największy był w górnictwie ropy naftowej i gazu ziemnego (66,7%), a także w branży farmaceutycznej (45%). Duży odsetek innowacyjnych firm znajdziemy również wśród producentów chemikaliów i wyrobów chemicznych, a także koksu oraz produktów rafinacji ropy naftowej. Niska innowacyjność cechowała natomiast podmioty działające w transporcie lądowym rurociągowym, produkcji odzieży oraz wyrobu skór. Prawie 1/3 wszystkich nakładów na innowacje poniosły firmy z trzech województw: śląskiego, dolnośląskiego i wielkopolskiego.

Trudno jednoznacznie ocenić poziom innowacyjności według konkretnych branż. W ramach jednej mogą bowiem działać firmy na diametralnie różnym poziomie.

Weźmy na przykład przemysł wydobywczy węgla kamiennego, który do tej pory uważano za mało innowacyjny, a w którym mamy takie dobre przykłady jak LW Bogdanka czy JSW – wyjaśnia Robert Szczotka, krajowy dyrektor ds. sprzedaży ABB w Polsce. – Są przedsiębiorstwa, które poziomem innowacyjności nie odbiegają już od średniej światowej. Najważniejsze, że wśród przedsiębiorstw wzrasta świadomość konieczności podejmowania takich wyzwań i przyspieszenia działań w obszarach innowacyjności.

Polska wypada przeciętnie, jeśli chodzi o sztandarowe elementy świadczące o poziomie innowacyjności przemysłu, czyli robotyzację i automatyzację produkcji.

Inwestycje na przykład w roboty przemysłowe w Polsce są znacznie niższe niż w innych krajach. Liderami robotyzacji w naszym regionie są Czechy i Słowacja, gdzie wskaźniki gęstości robotyzacji przekraczają już średnią europejską – wyjaśnia Jędrzej Kowalczyk. – To oznacza, że nie tylko nasi sąsiedzi, ale i pozostałe duże gospodarki europejskie inwestują w automatyzację szybciej i znacznie więcej niż my, a dystans, jaki nas dzieli od innych krajów, wciąż się powiększa.

Na nieco inny aspekt innowacyjności polskiej gospodarki zwraca uwagę Tomasz Duda, dyrektor Działu Badań i Rozwoju 3M w Polsce: – Na terenie naszego kraju opracowywane, wdrażane i wytwarzane są coraz bardziej zaawansowane technologicznie produkty. Firmy usługowe oraz te działające w branży IT realizują projekty, które wpływają na optymalizację pracy ludzi na całym świecie. W samym Wrocławiu wyróżnić możemy szereg sporych centrów badawczo-rozwojowych, zatrudniających setki absolwentów polskich uczelni. Polska myśl techniczna doceniana jest globalnie, a mit, że Polska to call centers czy proste montownie, można zdecydowanie obalić.

 

Największe bariery do pokonania

Jednym z ważniejszych kryteriów pomiaru innowacyjności gospodarki oraz postępu technologicznego są nakłady na działalność badawczo-rozwojową, wyraźnie rosnące w ostatnich latach. Wyniosły one 18,06 mld zł w 2015 r., osiągając poziom 1% PKB, ale nadal daleko nam pod tym względem do średniej unijnej (2,03%). Doskonałym przykładem na potwierdzenie tej tezy są wyniki badania „The 2016 EU Industrial R&D Investment Scoreboard”. Wśród 2500 firm – światowych liderów w dziedzinie B+R – nie było ani jednego przedsiębiorstwa z Polski.

Myślę, że do barier należą finansowanie i brak odwagi w podejmowaniu działań, bo często obawiamy się, czy projekt przyniesie oczekiwane rezultaty – wylicza Robert Szczotka z ABB. – Występuje też czynnik ludzki: ludzie boją się o swoje miejsca pracy. Wciąż ważne jest tu wsparcie rządu. I wreszcie czynnik mentalny: często brak nam odwagi, być tym pierwszym, który coś zmieni. Wolimy poczekać na gotowe rozwiązania, już sprawdzone przez innych.

Z kolei prezes FANUC Polska zwraca uwagę na brak odpowiednio wykwalifikowanej i kreatywnej kadry każdego szczebla, która jest w stanie podejmować śmiałe decyzje inwestycyjne, skutecznie wdrażać nowoczesne technologie, właściwie je obsługiwać, a także rozwijać z korzyścią dla produkcji. – W mojej ocenie tę kwestię możemy już traktować jako problem zagrażający konkurencyjności całej polskiej gospodarki w dłuższym horyzoncie czasowym – mówi Jędrzej Kowalczyk.

Ten sam problem jako najważniejszy wymienia Karol Staworko z firmy Siemens. Według niego zauważalny jest już deficyt odpowiednich pracowników, także na poziomie procesów produkcyjnych. I nie dotyczy to jedynie przedsiębiorstw o kapitale rodzimym, bo koncerny zagraniczne chętnie otwierają w kraju swoje oddziały produkcyjne i napotykają na barierę niedopasowania całkiem licznej siły roboczej do konkretnych wymagań w zakresie kompetencji technicznych. Natomiast Tomasz Duda za największą barierę szybszego rozwoju innowacyjności w Polsce uznaje niedostosowaną infrastrukturę, zwłaszcza transportową, która jest kluczowa dla większości inwestycji międzynarodowych. Mimo poprawy sytuacji w ostatnich latach stan infrastruktury transportowej nie jest wystarczający w stosunku do dynamicznie rozwijającej się polskiej gospodarki. Wyzwaniem mogą być też bariery administracyjne, które hamują rozwój start-upów czy ograniczają możliwości współpracy między uczelniami a biznesem.

 

Szanse na szybszy wzrost wciąż spore

Obszarem, który zdecydowanie wymaga poprawy, jest edukacja przyszłych pracowników, w tym ścisła współpraca między przedsiębiorstwami a uczelniami czy też szkołami niższego szczebla.

Staramy się wspierać współpracę między przedsiębiorcami a uczelniami, realizując różnego rodzaju akcje i wydarzenia – tłumaczy dyrektor Działu Badań i Rozwoju 3M w Polsce. – Wśród najważniejszych tego typu projektów wyróżnić można Inkubatory Innowacyjności i konkurs 3Mind dla studentów. Jeśli chodzi zaś o działania systemowe, to warte rozważenia byłoby dostosowanie programu studiów do wymagań rynku i zwiększenie liczby godzin zajęć praktycznych.

Również na szeroką współpracę pomiędzy firmami produkcyjnymi, szkołami, uczelniami oraz władzą państwową i samorządową liczy Jędrzej Kowalczyk, prezes zarządu FANUC Polska: – Jedynie pełne zaangażowanie wszystkich stron może pomóc nam przekształcić dzisiejsze wizje w jutrzejsze czyny, a także zaowocować podniesieniem poziomu innowacyjności zakładów produkcyjnych, a w efekcie konkurencyjności polskiej gospodarki.

Niezwykle istotną kwestią jest wykształcenie menedżerów dysponujących kompetencjami na miarę potrzeb czwartej rewolucji przemysłowej. Od tego będą zależały nie tylko kierunki i możliwości rozwoju poszczególnych firm, ale też ogólny zasięg technologicznej rewolucji w polskim przemyśle.

Również według Karola Staworka kształcenie dualne ma zasadnicze znaczenie dla jak najlepszego przygotowania przyszłych inżynierów, od których w głównej mierze zależeć będzie poziom innowacyjności polskiego przemysłu: – Bardzo dobrym przykładem może tu być stworzona przez Siemens sieć certyfikowanych publicznych i prywatnych placówek kształcących w obszarze technologii CNC. Zaproponowany system edukacji zawodowej z każdym rokiem będzie coraz lepiej dostosowany do potrzeb lokalnego rynku pracy, co powinno procentować w skali całej polskiej gospodarki.

Na skutek wyczerpywania się dotychczasowych źródeł przewagi konkurencyjnej kluczowe jest znalezienie nowych, opartych na tworzeniu wysokiej wartości dla klienta. I tu właśnie jest miejsce na innowacyjne rozwiązania, technologie i produkty, które z jednej strony przyczynią się do zmiany struktury polskiego przemysłu i zwiększenia jego konkurencyjności, a z drugiej zapewnią osiągnięcie większej wartości dodanej dla całej gospodarki.